Na zdjęciu Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie oraz aktorzy podczas próby prasowej i konferencji
Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie zaprasza na premierę „Medei” Eurypidesa w reżyserii i adaptacji Adama Nalepy. Twórcy przedstawienia podkreślają, że nie chcą opowiadać wyłącznie o antycznym micie, lecz w kontekście o współczesnym świecie: wojnie, uchodźstwie, ksenofobii, społecznym odrzuceniu i pęknięciach, które zaczynają się od prywatnej zdrady, a kończą tragedią.
„Medea” to jeden z tych tekstów, które wracają na scenę dlatego, że nadal potrafią boleśnie opisywać rzeczywistość. Właśnie tak o najnowszej premierze częstochowskiego teatru mówili dyrekcja, reżyser i aktorzy podczas czwartkowej konferencji prasowej zorganizowanej w przededniu Międzynarodowego Dnia Teatru. Święto obchodzone jest dziś, 27 marca.
Spotkanie rozpoczęło się od przywołania fragmentu tegorocznego orędzia przygotowanego na ten dzień przez Willema Dafoe. Cytowane przez dyrektor teatru, Magdalenę Woch, słowa nie były przypadkowe. Chodziło w nich o teatr, który nie może stać się wyłącznie rozrywką ani instytucją odtwarzającą tradycję, lecz powinien łączyć ludzi, zadawać pytania i pomagać rozumieć świat. Ten sposób myślenia został na konferencji prasowej wyraźnie powiązany z decyzją o sięgnięciu właśnie po „Medeę”.

Twórcy podkreślali, że zależało im na spektaklu „ważnym”, mówiącym nie tylko o bohaterach mitu, ale też o kondycji współczesnego człowieka i naszego społeczeństwa. W ich interpretacji „Medea” nie jest więc jedynie historią zemsty porzuconej kobiety. Ma być opowieścią o odrzuceniu, o utracie miejsca, o narastającym upokorzeniu, o granicach człowieczeństwa, a także o tym, jak łatwo wspólnota odwraca się od tych, których uzna za obcych.
::news{"type":"see-also","item":"22006"}
To ważne przesunięcie akcentów. W klasycznym porządku pierwszy plan zajmuje dramat Medei i Jazona. W częstochowskiej realizacji ten rdzeń pozostaje, ale zostaje otoczony szerszym kontekstem społecznym i politycznym. Reżyser Adam Nalepa mówił wprost, że w dawnych tekstach szuka „dzisiejszości”, bo skoro przetrwały 2500 lat, to znaczy, że „opowiadają o nas”. Jego zdaniem Eurypides był autorem, który już w starożytności dopuszczał do głosu tych, którzy byli z niego wykluczani: kobiety i obcych.

Nalepa przypominał, że Medea w świecie greckim nie miałaby realnego prawa głosu ani dlatego, że była kobietą, ani dlatego, że była przybyszką. To właśnie ten aspekt uznał za szczególnie ważny dla współczesnego odczytania. Jak mówił, w spektaklu interesuje go nie tylko historia skrzywdzonej i zdradzonej bohaterki, ale też społeczeństwo, które wysyła jej komunikat: „idź stąd, wracaj do siebie”. Reżyser wiązał tę perspektywę z doświadczeniem ostatnich lat, zwłaszcza z wojną w Ukrainie i zmianą społecznych nastrojów wobec uchodźców. W jego wypowiedzi wybrzmiewało przekonanie, że początkowy odruch pomocy bywa z czasem wypierany przez znużenie, lęk i niechęć, a to właśnie taki proces chce w „Medei” uchwycić.
Nie znaczy to jednak, że przedstawienie ma być publicystycznym komentarzem do jednego konkretnego kryzysu. Przeciwnie. Twórcy podkreślali, że zależy im na uniwersalności. Dlatego w tekście nie padają nazwy państw ani prosty, jednoznaczny klucz interpretacyjny. Chodzi raczej o mechanizm: o to, jak łatwo wspólnota buduje granicę między „swoimi” i „obcymi”, jak szybko uruchamia język pogardy i jak sprawnie potrafi moralnie usprawiedliwić wykluczenie.
::news{"type":"see-also","item":"21382"}
To odczytanie nie usuwa jednak tego, co w „Medei” najbardziej przejmujące i najtrudniejsze: prywatnej katastrofy. Bo u podstaw wszystkiego wciąż pozostaje historia miłości, która się załamała. Zdrada Jazona, jego polityczny awans i decyzja o porzuceniu dotychczasowej rodziny nie są tu tylko punktem wyjścia do wielkich diagnoz społecznych. To również źródło emocjonalnego wstrząsu, z którego rodzą się kolejne pęknięcia. Na konferencji prasowej w foyer częstochowskiego teatru mocno wybrzmiało pytanie, jak dziś opowiadać o bohaterce, która dopuszcza się czynu granicznego, niemal niemożliwego do oswojenia przez współczesną wrażliwość.

Mówił, że nie interesuje go opowiedzenie mitu wyłącznie z perspektywy „psychicznie i fizycznie zgwałconej kobiety”, ale szersze spojrzenie: na wykluczenie, marginalizację, kryzys wspólnoty i na emocje, które rodzą się wtedy, gdy człowiek zostaje pozbawiony wpływu, sprawczości i godności. Jednocześnie zaznaczał, że rdzeń tragedii pozostaje niezmienny.
„Na pierwszym planie jest oczywiście ta historia Medei i Jazona”
— mówił, ale zaraz dodawał, że to, co dzieje się między nimi, nie może być oderwane od świata, w którym żyją.
Ciekawie o tym wątku mówił również Maciej Półtorak, odtwórca roli Jazona. Zwracał uwagę, że w spektaklu nie oglądamy tej wielkiej miłości „w czasie teraźniejszym”. Ona jest raczej wspomnieniem, czymś, co trzeba dopiero odbudować w wyobraźni widza. Aktor przyznawał, że długo szukał sposobu na tę postać, bo Jazon w punkcie, w którym spotykamy go na scenie, staje się kimś w rodzaju antybohatera. Nie ma już blasku zdobywcy, jest za to człowiekiem uwikłanym w wybór, który niszczy innych i kompromituje jego samego. Półtorak podkreślał jednak, że nie wierzy w całkowity koniec uczucia między bohaterami.
"Jazon nie przestał kochać Medei, tak samo jak ona nie przestała kochać jego. Właśnie ta resztka uczucia sprawia, że tragedia staje się bardziej bolesna, bo nie sprowadza się do prostego konfliktu dobra i zła".
Szczególne miejsce w tej realizacji zajmuje Hanna Nowak, która gościnnie wciela się w Medeę. Aktorka została wyłoniona w otwartym castingu skierowanym do aktorek z Ukrainy. Ten wybór nie jest tylko obsadową decyzją. Nadaje spektaklowi dodatkowy ciężar doświadczenia. Nowak podczas konferencji mówiła, że jej osobista historia emigracji częściowo wpłynęła na budowanie postaci, choć sama w pracy nad rolą starała się skupiać przede wszystkim na psychologii Medei i na temacie miłości, która „z jednej strony już zginęła”.
Aktorka nie budowała prostych analogii, nie próbowała zamieniać sceny w reportaż. Zamiast tego mówiła o wewnętrznym stanie odrzucenia, o zmianie społecznego klimatu, o tym, że początkowe poczucie bezpieczeństwa i otwarcia może z czasem ustąpić presji społecznej oraz politycznej narracji. Właśnie tam znalazła dla siebie punkt styczny z Medeą. Nie jako historyczną czy mitologiczną figurą, ale jako kobietą zepchniętą na margines, próbującą zrozumieć, co dzieje się z jej światem i z jej własną tożsamością.
::news{"type":"see-also","item":"25167"}
Nowak podkreślała zarazem, że najważniejszy pozostaje dla niej wątek kobiecy i psychologiczny. Mówiła o Medei jako o kobiecie, która daje życie, a potem doświadcza rozpadu wszystkiego, co miało ją definiować. W tym sensie spektakl ma dotykać nie tylko tematu wojny czy uchodźstwa, ale też kobiecego doświadczenia w sytuacji skrajnego upokorzenia, utraty więzi i utraty miejsca w świecie.
W częstochowskiej „Medei” ważną rolę odgrywa także adaptacja tekstu. Reżyser przyznał, że przerobił materiał dość mocno, dopisując współczesne monologi i przesuwając niektóre akcenty, ale jednocześnie zapewniał, że zostawił „100 procent myśli Eurypidesa”. To bardzo istotna deklaracja, bo pokazuje, że nie chodziło o zerwanie z klasyką, lecz o wydobycie z niej tego, co nadal może brzmieć ostro i niepokojąco.
Nalepa zwracał uwagę, że Eurypides już w starożytności podważał prostą wiarę w nadprzyrodzony porządek i z dystansem traktował obecność bogów. W jego interpretacji również chór nie został zachowany w klasycznej postaci. Zamiast dużej grupy na scenie pojawiają się trzy kobiece figury, określane przez twórców jako boginie i towarzyszki Medei. Ten zabieg, jak zaznaczano na konferencji, całkowicie zmienia perspektywę opowieści. Przestaje ona być wyłącznie historią jednej relacji, a staje się opowieścią o współzależności wielu losów, sił i porządków: ludzkich, społecznych, symbolicznych.
::news{"type":"see-also","item":"26900"}
To ważny trop także dla widza, który nie zna dobrze greckiego mitu. Spektakl nie ma być rekonstrukcją starożytności. Nie chodzi o „koturnową”, muzealną wersję tekstu, ale o przedstawienie osadzone we współczesnej estetyce, w nowoczesnej scenografii, kostiumie i ruchu. Jak podkreślano, to ma być „Medea”, ale też „nie tylko Medea” — reinterpretacja, która zachowuje ideę Eurypidesa, a jednocześnie opowiada „nas tu i teraz”.
Podczas konferencji prasowej padło też zdanie, które dobrze oddaje ambicję tego projektu: nie chodzi o przedstawienie, które „zabija czas”, ale o takie, które „pozwala przeżyć czas”. To ważne rozróżnienie. Zwłaszcza dziś, gdy teatr często musi konkurować o uwagę z wieloma innymi formami spędzania wolnego czasu jak np. rozrywka. Cezary Iber mówił o scenie jako o miejscu, gdzie spotykają się różne sztuki i gdzie można jeszcze próbować dotknąć rzeczy naprawdę trudnych.
„Rozrywka jest super, ale tylko sztuka nas rozwija” — podkreślał.
________
Za adaptację odpowiada Adam Nalepa, opierając się na przekładzie Jerzego Łanowskiego. Scenografię i kostiumy przygotowała Agnieszka Kaczyńska, ruch sceniczny — Wioleta Fiuk, muzykę: Marcin Mirowski. Asystentką reżysera była Agnieszka Łopacka, asystentką kostiumografki Marta Brodzińska, a inspicjentem i suflerem Andrzej Rozpondek. W obsadzie obok Hanny Nowak i Macieja Półtoraka znaleźli się Antoni Rot jako Kreon, Bartosz Kopeć jako Egeusz, Sylwia Warmus jako Nike, Agnieszka Łopacka jako Leda i Iwona Chołuj jako Io. Na scenie pojawią się także młodzi aktorzy ze studia Mała Rolka: Jakub Całus, Aleksander Kulisiewicz, Maurycy Bryś i Bartłomiej Musiał. Głosy tłumu wykonują Piotr Andrzej Całus, Adam Nalepa, Marcin Mirowski i inni. Światło przygotował Krzysztof Walczyk, za dźwięk odpowiada Piotr Andrzej Całus, fryzjerstwo i charakteryzację: Ewa Chłód, Ewa Guła i Ewa Michalak, rekwizyty: Grzegorz Olszar Nowak, a obsługę sceny: Jacek Celiński, Zbigniew Dulik i Bartłomiej Odwaga.
Adam Nalepa jest absolwentem teatrologii, filmoznawstwa i historii starożytnej, współpracował z niemieckimi i polskimi teatrami, reżyserował m.in. w Teatrze Wybrzeże, Laboratorium Dramatu, Starym Teatrze i Teatrze Muzycznym w Gdyni, a od lat związany jest z Fundacją Teatr BOTO w Sopocie. Agnieszka Kaczyńska ma za sobą pracę przy filmach, serialach i licznych spektaklach teatralnych, a Wioleta Fiuk łączy doświadczenie choreografki, autorki ruchu scenicznego i tancerki.
_________
31 marca teatr zaprasza widzów, którzy zobaczą „Medeę” i będą mieli bilet z tego spektaklu, do zwiedzania kulis. Przewidziano sześć grup, każda po około 20-25 osób. Zwiedzanie odbędzie się o godzinie 15, 16 i 17. Wymagana jest wcześniejsza rejestracja telefoniczna w biurze obsługi widza.

::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu spotradomsko.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz